Kobiece piękno odbite w tafli wody
Czasem, zanim jeszcze podniosę aparat do oka, już wiem, że przede mną wydarzy się coś więcej niż tylko „sesja zdjęciowa”. Sesje kobiece mają w sobie niezwykłą moc – pomagają skupić spojrzenie na sobie samej, zobaczyć się z czułością i łagodnością, której często sobie odmawiamy. Myślę, że właśnie dlatego tak bardzo je pokochałam w tym roku. To nie są tylko fotografie. To momenty, które składają się na coś głębszego: akceptację, zauważenie swojego piękna, zaufanie do siebie i osoby po drugiej stronie obiektywu.
Pamiętam, jak sama stanęłam przed obiektywem w swojej pierwszej kobiecej sesji. Byłam wtedy jednocześnie podekscytowana i pełna obaw. Ale kiedy odebrałam wydrukowane zdjęcia, pięknie oprawione, poczułam, że trzymam w rękach kawałek siebie, który zawsze tam był, tylko czasem umykał mi w codzienności. To doświadczenie zmieniło mój sposób patrzenia na kobiece portrety – dodało mi jeszcze więcej wrażliwości i wyrozumiałości. Dlatego tak poruszyła mnie historia Marty.
Poznałam ją przypadkiem, kiedy przyjechała do mnie odebrać voucher dla swojej przyjaciółki na baby shower. Już przy naszej pierwszej rozmowie wspomniała, że marzy jej się własna sesja — taka tylko dla niej. Kilka tygodni później, kiedy szukałam kobiety do sesji w jeziorze, od razu pomyślałam właśnie o niej i to ja napisałam do Marty z propozycją.
Umówiłyśmy więc sesję pod Opolem, nad spokojnym jeziorem, które tego dnia wyglądało kojąco i spokojnie. Marta zanurzała się powoli w wodzie. Na powierzchni unosiły się kwiaty – gerbery o wyrazistym kolorze, dodające całej scenie poetyckiego wyrazu. A w odbiciach wody tańczyły chmury, tworząc świat, który wyglądał jak sen – miękki, lustrzany.
Z każdym ujęciem widziałam, jak Marta coraz bardziej zanurza się w siebie – w spokój, w czułość, w zgodę na to, by być w centrum uwagi. To niezwykłe, jak często kobiety potrzebują tylko chwili i bezpiecznej przestrzeni, aby rozkwitnąć w swojej naturalności.
Marta zdecydowała się na profesjonalny makijaż – subtelny, delikatny, tylko podkreślający to, co już było w niej piękne. I choć zawsze powtarzam, że makijaż nie jest konieczny, bo każda kobieta świeci na swój sposób, to czasem te drobne przygotowania dodają pewności siebie, pomagają wejść w tę wyjątkową chwilę odważniej i z większą otwartością.
Kiedy patrzę na zdjęcia z tej sesji, czuję wdzięczność. Za Martę. Za to jezioro, które tego dnia otuliło nas odbijającym się światłem. Za te chmury w odbiciach, które wyglądały jak namalowane. I za to, że mogę być świadkiem takich momentów.
Bo kobiece sesje to nie tylko obraz. To powrót do siebie.