Tu zaczęły się historie
Z Sarą znałyśmy się już wcześniej – z pracy. Kiedy odezwała się do mnie w sprawie sesji ciążowej, od początku było jasne, że fotografia nie ma być dodatkiem ani jednorazowym wydarzeniem. To miało być świadome zatrzymanie czasu. Sara dokładnie wiedziała, dlaczego chce zdjęć i co mają dla niej znaczyć – jako zapis emocji, myśli i momentu, który już za chwilę stanie się wspomnieniem.
Sara jest osobą wrażliwą. Uważną na detale, na emocje, na znaczenie chwili. Ciąża była dla niej czasem intensywnym – pełnym wzruszeń, oczekiwania, ale też potrzeby zatrzymania się. Sesja stała się więc nie tyle pozowaniem, co celebracją tego etapu. Bez pośpiechu. Bez presji. Z przestrzenią na oddech.
Ze względu na brak zgody na publikację wizerunku, pokazuję jedynie część tej historii, detale. Dłonie spoczywające na brzuchu, delikatne światło na skórze, kwiaty, które pojawiają się w kadrach jak symbol czułości i życia. I choć nie widzimy twarzy, emocje są obecne w każdym ujęciu. Bo historia nie zawsze potrzebuje spojrzenia w obiektyw – czasem wystarczy gest, faktura, światło.
Mała Marcelina. Już wtedy obecna. Już wtedy ważna. A te zdjęcia są zapisem momentu „pomiędzy” – zanim świat się zmieni, zanim ramiona wypełni noworodek, zanim dom zabrzmi nowymi dźwiękami.
To właśnie Sarze jako pierwszej opowiedziałam o pomyśle, który od dawna dojrzewał mi w głowie: aby portfolio fotograficzne nie było zbiorem anonimowych, pięknych obrazów, ale opowiedzianymi historiami. Historiami ludzi, emocji i relacji. Bez tego zdjęcia – nawet technicznie doskonałe – tracą część swojej mocy. Sara od razu to poczuła i dodała mi motywacji, by zacząć pisać.
A Sara z ogromną świadomością myślała już o tym, co dalej – o pierwszych godzinach po narodzinach, o emocjach, które pojawiają się tuż po, kiedy wszystko jest jeszcze świeże, prawdziwe i nieoswojone. Dlatego umówiłyśmy się na sesję noworodkową w szpitalu w Opolu, w ciągu pierwszych 48 godzin – wtedy, gdy czas płynie inaczej, a każdy gest ma szczególną wagę.
Kolejnym rozdziałem miała być sesja domowa, zaplanowana na okres świąteczny – w przestrzeni, która stanie się tłem codzienności, bliskości i pierwszych wspólnych rytuałów. Tam, gdzie magia nie jest inscenizowana, ale dzieje się sama, a wspomnienia niemal proszą, by je zatrzymać na dłużej.
Ta historia dopiero się zaczynała, a ja mam ogromną wdzięczność, że mogę ją opowiadać – zdjęcie po zdjęciu, rozdział po rozdziale.
Bo fotografia to nie tylko obraz. To pamięć, do której wraca się po latach.